player-left player-right
Krzywicki: Nasi piłkarze podchodzą bardzo poważnie do meczu z KTS-em

Krzywicki: Nasi piłkarze podchodzą bardzo poważnie do meczu z KTS-em

16 lutego 2019, 09:16

Już za kilka godzin KTS Weszło zmierzy się z zespołem Marcina Krzywickiego, Sportis Social Football Club. Były piłkarz m.in. Wisły Płock wspólnie z Jakubem Białkiem i Samuelem Szczygielskim poprowadził wczoraj poranek na antenie “Weszło FM”. Chłopaki porozmawiali z Krzywym o jego nowym klubie, karierze, a także biznesie. Zapraszamy do lektury najciekawszych fragmentów.

Mecz z KTS Weszło

– Plan jest taki, że w sobotę rozgrywamy ważne spotkanie z KTS Weszło, a następnie robimy integrację. Trzeba jednak zaznaczyć, że dla młodych chłopaków z naszej drużyny ten mecz jest czymś nowym. Pierwszy raz zaliczyliśmy tak daleki wyjazd na mecz i zgrupowanie. Tak więc będzie trochę działo się przez najbliższe dni w Warszawie, ale priorytetem jest oczywiście starcie z wami. Nasi zawodnicy pierwszy raz będą mogli zmierzyć się ze znanymi piłkarzami, bo wystąpi m.in. Wojciech Kowalczyk. Młodsi dopytują o Quebo, ale z tego co wiem, to on dziś nie zagra.

– Mamy kilku fajnych, młodych zawodników, którzy chcą zaistnieć w piłce. Mecz z KTS-em Weszło będzie ich pierwszą szansą, by pokazać się szerszej publiczności.

– Kogo znam z waszych zawodników? Bramkarzem jest Wojciech Małecki. Kojarzę też Mietczyńskiego, który chyba nie darzył mnie sympatią, gdy grałem w ekstraklasie. Dobrze znam Piotrka Petasza, z którym grałem w Dolcanie. Z ławki rezerwowych znam Jakuba Olkiewicza. Oczywiście kojarzę też Kowala. Teraz kupiliście jeszcze napastnika za 20 piłek. Na stoperze macie zawodnika, który miał występy w ekstraklasie.

Sportis Social Football Club

– Sportis jest nowym projektem związanym z piłką nożną. Tak naprawdę trafiłem do niego, ponieważ znam przedsiębiorców, którzy zainwestowali pieniądze w ten klub. Obecnie jestem w zarządzie i odpowiadam za marketing, ale pomagam również na boisku. Łączę przyjemne z pożytecznym.

– Naszym głównym celem jest stworzenie ogólnopolskiej akademii piłkarskiej z bazą w Łochowie. Szkółki mają być oparte na akademiach europejskich klubów. Mamy umowę z agencją menadżerską, która ściąga do nas zawodników z dużym potencjałem. Dobrym przykładem jest 18-latek, który przyjechał do nas z USA, a teraz trafił do Zagłębia Sosnowiec. Z tego co mi wiadomo trenował już z pierwszym zespołem. Zaczyna więc to jakoś działać.

– Chcemy dotrzeć do kibiców, którzy są w Internecie, dlatego nazywamy się Sportis Social Football Club. Zamiarem jest zostanie klubem społecznościowym ze specjalną platformą online. Następnym celem będzie dostęp do treningów i spotkań. Czyli mówiąc w skrócie chcemy zrobić swoją telewizję. Mamy w planach stworzyć coś takiego, że kibice będą przy klubie i będą mogli decydować o niektórych kwestiach. Oczywiście wiem, że takie projekty już były, ale mam nadzieję, iż my to zrobimy lepiej i wszystko wypali. W zarządzie jest parę osób, które ma pojęcie o biznesie.

Naszym głównym celem w ostatnim sezonie było utrzymanie się w Okręgówce. Po pierwszej rundzie mieliśmy tylko cztery punkty, ale zmieniliśmy niemal cały zespół i udało nam się nie zlecieć.

– Rzadko spotykam się z tym, żeby mecze niższych lig były transmitowane w Internecie. Chcemy transmitować nasze spotkania, ale w sposób profesjonalny. Najpierw więc zaopatrzymy się w dobry sprzęt, by wszystko miało ręce i nogi. Puszczenie meczu ze smartfona kibiców nie przyciągnie.

– Chcemy, żeby fani mogli ingerować w klub do tego stopnia, że będą mogli wykupić część kontraktu piłkarza. Jasne, dziwnie brzmi kupowanie kontraktu zawodnika z Okręgówki, ale po rundzie jesiennej czterech naszych graczy było na testach w poważnych klubach. Dwóch w Olimpii Grudziądz, których wyeliminowała kontuzja… Szkoda, ponieważ trener Pawlak wyrażał zainteresowanie braćmi Oczkowskimi. Było też dwóch zawodników zagranicznych, którzy byli na testach w Sosnowcu. Prawdopodobnie tam zostaną.

Kariera, biznes i inne ciekawostki

– Pierwszy raz miałem z Natalią Siwiec. Chodzi oczywiście o wywiad, który przeprowadziłem z nią we Francji. Nie wiem czy jest się czym chwalić, ale są na to dowody, więc nie mogę się wyprzeć. A odnośnie do pracy reportera w trakcie mistrzostw Europy, sprawiała mi ogromną przyjemność.

– Porażka Arsenalu z BATE wcale nie jest śmieszna, ponieważ jestem kibicem Kanonierów. Byłem za Wengerem, ale trzeba przyznać, że przyjście Emery’ego wywołało mały promyk nadziei. Niestety tylko do czasu aż drużyna zaczęła mierzyć się poważnymi przeciwnikami.

– Teraz już nie gram profesjonalnie w piłkę, dlatego mogę się przyznać, że zdarzyło mi się raz zagrać w meczu na kacu. Choć był to występ w rezerwach, a nie w pierwszej drużynie. Mowa o czasach, gdy miałem już odejść z klubu. Inna sprawa, że wcale nie zagrałem wtedy źle. Ba znam nawet zawodnika, który regularnie przed meczem aplikował sobie strzał otuchy. Szedł do łazienki i pił setkę wódki, co dobrze na niego wpływało. Rozgrywał wówczas naprawdę dobre zawody. Teraz już nie gra w piłkę, ale był świetnie zapowiadającym się zawodnikiem.

– Czasami zabiegałem wręcz o to, żeby wystąpić w meczu rezerw. Nie zawsze tak jest, że gra się tam za karę. Żaden trening nie zastąpi ci dnia meczowego. Warto więc zejść kilka poziomów, jeśli nie masz szans na grę w pierwszej drużynie.

– Pamiętam występ w „Cwanym Gapie”, ale chyba nawet Kamil nie był zadowolony z tego nagrania. Zamiar chyba był taki, żeby zrobić coś w stylu programu Kuby Wojewódzkiego. Co prawda u Kuby nie byłem, ale oglądam jego talk-show. W każdym razie nam wtedy nie wyszło odwzorowanie, co można zapewne jeszcze zobaczyć w sieci.

– Siostra jest ode mnie sześć lat młodsza, dlatego nigdy nie szukałem miłości u jej koleżanek. Teraz już z tym problemu by nie było, ale jakoś zawsze radziłem sobie sam. Teraz zresztą też nie podrywam jej koleżanek z drużyny (śmiech).

Siatkowka kobiet. LSK. Legionovia Legionowo - Palac Bydgoszcz. 15.04.2018

– Zdarzały mi się dyskusje z sędziami, ale wraz z biegiem lat zaprzestałem tego. Arbitrzy mają bardzo odpowiedzialną pracę, do której starają się przygotować jak najlepiej. W Wiśle Płock poznałem Szymona Marciniaka, który przygotowywał się z nami regularnie do sezonów. Fakty są takie, że kłótnie z sędziami mogą tylko zaszkodzić zawodnikowi.

– Miałem w trakcie przygody z piłką konflikty z kibicami. Zdarzyło się w trakcie meczu Wisły Płock, że przez 90 minut obrażali mnie od pedałów. Napisałem wtedy tweeta, że jadą tak po mnie, a ja mógłbym mieć ich kobiety w przeciągu pół minuty. Wydaje mi się, że na stadionie nie obrażali mnie nawet kibice Wisły, ale ten wpis trafił w nich. Posypała się wtedy lawina chamskich komentarzy i miałem nawet różne osobiste rozmowy z fanami. Generalnie jednak wyzwiska były na meczach wyjazdowych.

– Komentuję mecze reprezentacji U-20 na kanale „Łączy nas Piłka”. Fajne doświadczenie, ale na początku stresowałem się trochę. Teraz mam już większy luz i chyba wychodzi mi to lepiej. Oczywiście nie jestem pierwszym komentatorem, ale drugą osobą, czyli… Ekspertem (śmiech).

– Po zakończeniu kariery mogę powiedzieć, że najlepiej trenowało mi się u Marcina Kaczmarka. Po wizycie w Łodzi czy Bełchatowie doceniłem jego warsztat trenerski i ogólnie to jakim był człowiekiem. Mogę pochwalić również trenera Ulatowskiego, który był niesamowicie przygotowany do każdego treningu i meczu. Miał trochę pecha, że trafił na takie kluby jak Cracovia czy Miedź Legnica, które nigdy za dużo nie wygrywały. Do Ulatowskiego podobny był trener Skowronek, którego trochę zjadła szatnia w Pogoni.

– W Łodzi moja kontuzja bardzo dużo namieszała. Dowiedziałem się wówczas sporo rzeczy, które były mówione za moimi plecami. Tak naprawdę klub chciał ze mną przedłużyć kontrakt pomimo tego, że miałem kontuzję, która mogła mnie wykluczyć na kilka miesięcy. W Łodzi są zawodnicy, którzy nie rozwiązują kontraktów, gdyż są one wysokie. Mój również taki był, dlatego mógłbym leżeć w łóżku i odcinać kupony. Nie chciałem tak jednak, dlatego podjąłem decyzję, że będę się leczył metodą „RSQ1″ na własnej maszynie w Bydgoszczy.. Trener Cecherz był jednak temu przeciwny, uważał, że chcę się tak leczyć tylko po to, żeby przedłużyć kontrakt. Oczywiście to były jakieś chore wymysły. A skończyło się tak, że 14 dni po tym jak zerwałem więzadła, zagrałem w derbach z ŁKS-em.

Oczywiście w Widzewie nie pomogłem sobie liczbami, dlatego nie chcę krytykować wszystkich na około. W Łodzi nie było jednak tak, że złapałem na kogoś focha i się obraziłem. Choć prawdą jest, że do Cecherza mam ogromny żal i on o tym doskonale wie.

Rozmowa o metodzie „RSQ1”, którą można się leczyć w gabinecie Marcina Krzywickiego

***

Jakub Białek: Wytłumacz nam w najprostszych sprawach na czym polega metoda, którą leczysz zerwane więzadła krzyżowe?

Marcin Krzywicki: W skrócie: jest to neuroelektrostymulator układu nerwowego, czyli działamy na bazie prądów. W Europie jest to bardzo popularne, bo sama AS Roma takich maszyn ma osiem na stanie. Sporo jest tego w Holandii, ponieważ stamtąd maszyna jest ściągana.

Tak naprawdę moje więzadła są zerwane, ale mięśnie czworogłowy i dwugłowy zastępują funkcje więzadła. Dzięki temu mogę funkcjonować normalnie.

Samuel Szczygielski: Kiedy poznałeś metodę RSQ1?

MK: Już w Krakowie. Byłem u pięciu lekarzy i od czterech usłyszałem, że muszę poddać się operacji. Jeden z nich powiedział mi, że jedna klinka leczy metodą RSQ1, która została ściągnięta ze Stanów Zjednoczonych. Powiedział mi, że jego pacjentka rehabilitowała się w ten sposób po operacji. Tak naprawdę mówimy więc o metodzie przyspieszonej rehabilitacji.

SS: To jest bezpieczne?

MK: Człowiek, który ściągnął to z USA wiele razy korzystał z metody RSQ1. Obecnie jest starszym gościem, ale przyszedłby tutaj i zrobił salto. Ma zerwane więzadła i powiedział, że nigdy nie położy się na stół. Na mnie ten sposób też działa, dlatego zainwestowałem w maszynę i teraz leczę się u siebie w Bydgoszczy.

Wiele osób  w to nie wierzy, ale w Widzewie wróciłem po 14 dniach i zagrałem spotkanie derbowe. Lekarz mówił mi wtedy, że bez operacji się nie obędzie. Jasne, więzadła mam nadal zerwane, ale na tyle wzmocniłem odpowiednie mięśnie, że mogę funkcjonować normalnie.

SS: Jeśli ktoś zerwie więzadła i przyjdzie się leczyć do ciebie, może później poddać się operacji?

MK: Oczywiście. Tak naprawdę RSQ1 jest metodą przyspieszonej rehabilitacji. Przed operacją rehabilitacja również jest bardzo ważna. Mięsień spada, a na mojej maszynie można go bardzo szybko odbudować. Teraz miałem dwóch zawodników z Norwegii, którzy przyjechali na pięć dni i byli bardzo zadowoleni z efektów.

Odbijam się często od ściany, ponieważ zabieram lekarzom robotę. Z punktu medycznego lepiej poddać się operacji, a dopiero później rehabilitować. Jednak położenie się na stół nie zawsze jest takie dobre. Przykład Milika pokazuje, że bardzo szybko rozwaliło mu się drogie kolano. Oczywiście drugie, ale na naszej maszynie wzmacniamy obie nogi.

Z tego co pamiętam Bartosz Bosacki i Kamil Glik grali z zerwanymi więzadłami w ekstraklasie. Bramkarz Kasprzik również miał zerwane więzadła i grał. Oczywiście są przypadki, że więzadła są tak pozrywane, iż trzeba poddać się operacji.

JB: Jakie zagrożenia wynikają z tej metody?

MK: Z punktu medycznego nie dziwię się lekarzom, że wybierają operacje, ponieważ moje więzadła nie są naprawione. Zdaje sobie sprawę, że w późniejszym czasie mogę mieć jakieś problemy. Teraz jednak takich nie mam, a człowiek, który maszynę ściągnął z USA, problemów nie ma przez wiele lat. Tak naprawdę niepożądanych efektów nie ma żadnych. Jedynym przeciwwskazaniem do używania metody RSQ1 jest rozrusznik serca i zakrzepica żył.

SS: Kto korzystał z twoich usług?

MK: Nie mam jakiś wielkich nazwisk. Był Sławomir Peszko, który miał problem z kolanem. Sławek był tylko na jednej wizycie, ponieważ Lechia Gdańsk zablokowała kolejne. Nie dziwię się, ponieważ takiego gracza woleli mieć pod swoją opieką. Trochę jednak żałuję, bo takie nazwisko bardzo, by mi pomogło.

Często przyjeżdżają do mnie sportowcy z innych krajów. Paradoks taki, że więcej mam pacjentów przyjezdnych. Ostatnio był koszykarz z USA, który gra w lidze uniwersyteckiej. Bardzo szybko się wyleczył i wrócił do gry.

JB: Ile kosztuje leczenie się metodą RSQ1?

MK: Ceny narzucone są z góry, żeby nie psuć rynku. Osoby neutralne płacą 240 zł za dzień, a sportowcy i służby mundurowe 190 zł.

SS: Nie mogłeś zadecydować o cenie?

MK: Niby mogłem, ale wolałem zostawić rynkowe. Docelowo wykonujemy 10 sesji i taka rehabilitacja pozwala wrócić do normalnej sprawności i funkcjonowania.

Fot. FotoPyk

Tabela

# Drużyna Bilans Bramki +/- Bramki Punkty
1 dark-logo KTS Weszło Warszawa 11-1-0 82-3 79 34
2 dark-logo WKS Rząśnik 8-1-2 31-16 15 25
3 dark-logo SKP Korona Warszawa 8-0-2 42-15 27 24
4 dark-logo Błyskawica Warszawa 6-1-4 26-27 -1 19
5 dark-logo Madziar Nieporęt 6-1-3 32-18 14 19
6 dark-logo Huragan II Wołomin 5-2-4 30-25 5 17
7 dark-logo Rozwój Warszawa 4-3-4 21-18 3 15
8 dark-logo ŁKS Łochów 4-1-5 26-27 -1 13
9 dark-logo Wkra Pomiechówek 4-1-5 23-27 -4 13
10 dark-logo GKS Dąbrówka 4-1-6 12-30 -18 13
11 dark-logo Rządza Załubice 2-1-8 16-32 -16 7
12 dark-logo Dąb II Wieliszew 1-3-5 15-32 -17 6
13 dark-logo Coco Jambo Warszawa 2-0-7 18-56 -38 6
14 dark-logo Bednarska Warszawa 1-0-11 14-62 -48 3
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
player-left
player-right