player-left player-right
Coco Jambo rozgromione! 14:0 przy Kawęczyńskiej

Coco Jambo rozgromione! 14:0 przy Kawęczyńskiej

06 września 2020, 12:23

Jeśli zastanawiacie się jak nam poszło w meczu z Coco Jambo, to odpowiadamy: gładko. Ciężko nam nawet pokusić się o kokieterię, bo weszlacki walec rozjechał dziś gospodarzy. 14:0 i pobity klubowy rekord zdobytych bramek w oficjalnym meczu. Trudno byłoby wymyślić lepszy początek niedzieli.

 

Kojarzycie popularne wymówki polskich ekip w pucharowych starciach z zespołami pokroju FK Koniec Świata? Daleki wyjazd, sztuczna murawa, trudne warunki. Moglibyśmy zasłaniać się tym samym, bo boisko przy Kawęczyńskiej było dziś jak przemoknięty i nieco przerośnięty Orlik, co w porównaniu do ubiegłotygodniowego meczu na naszym domowym stadionie mogło lekko szokować. Ale my jesteśmy profesjonaliści i wymówek nie szukamy. Od początku chcieliśmy usiąść na rywalu i dyktować warunki gry, nikt z naszej ekipy nie zakładał dziś innego scenariusza niż wysokie zwycięstwo, a jedyne o co chcieliśmy zadbać szczególnie to zachowanie czystego konta. Patrząc na dotychczasowe poczynania Coco Jambo w A Klasie, nie powinno to stanowić dla nas problemu. My byliśmy gotowi jak nigdy, czego najlepszym dowodem była niezwykle szeroka ławka rezerwowych, na której znalazło się aż dwóch zawodników. Niezły komfort pracy trenera, nie?

W pierwszej połowie szybko zaczęliśmy realizować nasze założenia, a Coco Jambo przyjęło rolę tła w tym spektaklu. Jeśli gospodarze wychodzili ze swojej połowy to na chwilę, co zresztą częściej kończyło się nasza kontrą niż ich strzałem. Dużą skutecznością znowu popisał się Daniel Ciechański, który już w 9 minucie po świetnym podaniu Januszewskiego napoczął gospodarzy.

A jak już się worek rozwiązał, to poleciało. Dwie minuty później kuriozalnego swojaka wsadzili sobie obrońcy Coco Jambo. My kontynuowaliśmy napór. Gra toczyła się na połowie rywala, do tego stopnia, że długimi fragmentami jedynym zawodnikiem na drugiej połówce był nasz bramkarz. W 19. minucie po świetnym prostopadłym zagraniu Gerarda Borunia efektownym lobem popisał się „Ciechan”, zresztą te podcinki stają się już powoli firmowym zagraniem naszego kapitana. W 28. minucie dorzucił on swoją trzecią bramkę. Rywale wyglądali już na nieco zdemotywowanych, co nie mogło dobrze wróżyć, szczególnie, że do ostatniego gwizdka sędziego była jeszcze dość długa chwila. W 33. minucie bliski zdobycia bramki był Januszewski, ale po udanej interwencji bramkarza i zamieszaniu w polu karnym czwartą sztukę dopisał do swojego konta Ciechański. Co się odwlecze, to nie uciecze, bo już trzy minuty później po świetnym dograniu Miyamoto swoją sytuację Januszewski wykorzystał.

6:0 do przerwy. Chciałoby się napisać, że mecz wyglądał jak spotkanie pewnej części ciała z batem. Byliśmy głodni zdobywania bramek, zresztą nie oszukujmy się, z szacunku do rywala powinniśmy grać na pełnych obrotach do końca. Takie mieliśmy podejście, a to zwiastowało kolejne trafienia.

Po przerwie to jednak gospodarze lepiej weszli w mecz. My, nieco wybici z rytmu przez pięć minut głównie powstrzymywaliśmy ambitne próby zdobycia bramki honorowej, która akurat bardzo by nam nie leżała, bo chcieliśmy podtrzymać naszą passę meczów bez straconego gola.

W 60 minucie wróciliśmy do strzelania. Po dośrodkowaniu Jakubczyka, piłkę do bramki skierował nasz stoper Daniel Kokosiński, dając tym samym impuls drużynie do dalszego oblegania rywali. Trzy minuty później „Ciechan” wstrzelił piłkę z rzutu wolnego, ją sparował bramkarz, lecz prosto pod nogi Zaleskiego, który w tej sytuacji nie mógł się pomylić.

I się nie pomylił. 8:0, a na ławce robiło się nerwowo. Rekord tego sezonu (9:0 z Dąbrówką) trenera Stanowskiego był zagrożony, pojawiały się nawet pomysły, aby za kolejne zdobyte bramki karać. Piłkarze jednak zignorowali wojenki sztabu szkoleniowego i szukali kolejnych szans. W 68 minucie po dośrodkowaniu Ciechańskiego z rzutu rożnego świetnie główkował Januszewski, wyrównując wynik z drugiej kolejki. Pięć minut później było już 10:0 i to co zrobił Olek Fogler spokojnie można nazwać ozdobą spotkania. Po wrzutce z rożnego, Fogler wykończył akcję niezwykle efektownym zagraniem piętą w powietrzu, tak trochę w stylu „Ibry”.

W 78 minucie przypomniał o sobie Ciechański, który efektowną ruletą ominął obrońcę i zdobył swoją piątą bramkę w meczu. W końcówce cały czas napieraliśmy, wszyscy mieli ochotę na podkręcenie swoich liczb. W 89 minucie na 12:0 po wyłożeniu piłki przez „Ciechana” podwyższył Januszewski, kompletując przy tym hat tricka. Chwilę później trzynastą dorzucił Zaleski, a czternastą po rzucie karnym Żórawski. Warto to odnotować, bo popularny „Czapo” wrócił dziś do gry po długiej kontuzji.

Cóż, ciężko mieć jakiekolwiek wątpliwości kto był górą w tym spotkaniu. Zagraliśmy na wysokim poziomie i nawet wyjątkowo wąska ławka nam w tym nie przeszkodziła. Jak mówił na gorąco po ostatnim gwizdku trener Oskar Śliwowski, każdej drużynie, która jest w stanie zdobyć czternaście bramek w meczu należy się szacunek.
Jestem dumny z tego jak się dziś zaprezentowaliśmy. Zrealizowaliśmy swój cel, choć nie sądziłem, że uda nam się wygrać aż tak wysoko. To pokazuje, że chłopaki chcą grać, są ambitni i głodni zdobywania bramek. Mieliśmy ten mecz pod kontrolą zgodnie z planem od samego początku, co zresztą wynik idealnie oddaje. Cieszymy się, że to kolejny mecz na zero z tyłu i jesteśmy zdeterminowani, żeby podtrzymać tę passę jak najdłużej – mówił trener Śliwowski.

Jak dodał Daniel Ciechański, jego zdaniem wysoki wynik i gra do końca to wyraz szacunku do rywala.
Niezależnie jaki jest wynik, jeżeli szanuje się swojego przeciwnika to trzeba dawać z siebie wszystko do końca. Mecz trwa 90 minut. Jeżeli mamy sytuacje na strzelenie bramki, to ją strzelamy. Takie jest moje zdanie, trzeba grać do końca i pazernie iść po każdą piłkę, akcję i bramkę. To jest nasza praca i pasja, nie widzę innej drogi – powiedział kapitan KTS-u, komentując pogrom, jaki przy niedzieli zafundował z kolegami ekipie Coco Jambo.

My zapisujemy ten rezultat w kroniki, a myślami jesteśmy już na Okęciu, gdzie w przyszłą sobotę o 14 podejmiemy Rozwój Warszawa.

Skład: Byszewski – Bilski, Fogler, Kokosiński, Rałowiec – Jakubczyk, Boruń, Grochowalski (49’ Zaleski), Miyamoto (80’ Żórawski) – Ciechański, Januszewski

Bramki: 5x Ciechański, 3x Januszewski, 2x Zaleski, Kokosińki, Fogler, Żórawski, bramka samobójcza

fot. Paweł Maul Fotografia

Tabela

# Drużyna Bilans Bramki +/- Bramki Punkty
1 dark-logo KTS Weszło Warszawa 4-0-0 29-0 29 12
2 dark-logo ŁKS Łochów 4-0-0 16-2 14 12
3 dark-logo SKP Korona Warszawa 3-0-1 16-6 10 9
4 dark-logo WKS Rząśnik 3-0-1 13-6 7 9
5 dark-logo Błyskawica Warszawa 2-1-1 10-9 1 7
6 dark-logo Wkra Pomiechówek 2-0-2 8-11 -3 6
7 dark-logo Huragan II Wołomin 1-2-1 11-9 2 5
8 dark-logo Rządza Załubice 1-1-2 9-10 -1 4
9 dark-logo Rozwój Warszawa 1-1-2 4-5 -1 4
10 dark-logo Dąb II Wieliszew 1-1-2 9-8 1 4
11 dark-logo Madziar Nieporęt 1-0-2 7-7 0 3
12 dark-logo GKS Dąbrówka 1-0-3 2-20 -18 3
13 dark-logo Coco Jambo Warszawa 0-0-3 1-25 -24 0
14 dark-logo Bednarska Warszawa 0-0-4 5-22 -17 0
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
player-left
player-right