player-left player-right
Pierwsza ligowa porażka KTS-u przeszła do historii

Pierwsza ligowa porażka KTS-u przeszła do historii

08 września 2019, 15:38

Kiedyś to musiało nastąpić. Odpychaliśmy od siebie te myśli, ale wiedzieliśmy, że prędzej czy później, dojdzie do tej sytuacji. Jednak, mimo wszystko, liczyliśmy, że będziemy przeżywać te negatywne emocje trochę później. Za rok, dwa. Niestety, KTS przegrał pierwszy ligowy mecz w historii. Przez to potknięcie mocno skomplikowaliśmy swoją sytuację w A-klasie już na samym początku rozgrywek. Na swoim boisku ulegliśmy Błyskawicy Warszawa 4:5.

A przecież to nie pierwsze spotkanie w tym sezonie, w którym w głupi sposób tracimy bramki i punkty. Dwa tygodnie temu, po starciu z Sarmatą, mówiono o wyciągnięciu wniosków, lepszej grze i skuteczności, ale czy coś z tego wynikło? No właśnie nie do końca, dlatego dzisiejsze wkurwienie jest kilka razy silniejsze. Tylko do siebie możemy mieć pretensje, przegraliśmy w iście frajerskim stylu.

Skład na papierze prezentował się następująco:

Dominik Byszewski – Mateusz Klakla, Daniel Anczarski, Maciej Joczys, Piotr Poteraj – Aristote Otoka, Merveille Fundambu, Łukasz Kominiak, Bartosz Januszewski – Daniel Ciechański, Michał Madej

Ławka: Paweł Wysocki, Kamil Leśkiewicz, Mateusz Strzelecki, Kacper Korona, Kamil Makowski, Michał Kropiewnicki (!!!)

No właśnie, w końcu wrócił Kropiewnicki. Michał był gwiazdą KTS-u w zeszłym sezonie, bez dwóch zdań, mógł rywalizować o miano najważniejszego ogniwa w układance Kamila Pawlaka. Wszystkie stałe fragmenty należały do jego magicznej lewej nogi, raz walnął taką bramkę, że aż Florentino Perez zadzwonił z pytaniem, dlaczego ukradliśmy mu Garetha Bale’a. Ten jego powrót do zespołu był kolejnym powodem, dzięki któremu mogliśmy dzisiaj zwyciężyć. A bez niego końcowy rezultat wyglądałby katastrofalnie.

Znów dobrze weszliśmy w mecz, choć to nie powinno dziwić, ponieważ dzieje się tak notorycznie. Daniel Ciechański zszedł z prawego skrzydła do środka i zewnętrzną częścią stopy wyłożył piłkę do Michała Madeja. Kapitan przeciągnął na plecach przeciwnika, odwrócił się i strzelił na 1:0. Samuel Szczygielski nie zdążył pójść po kiełbasę z grilla, a już mogło być 2:0. Obcinka stopera gości, sprawy w swoje nogi wziął Ciechański, przełożył przeciwnika, ale jego rogal z prawej nogi nieznacznie minął lewy słupek.

Kilkanaście minut później, goście prowadzili. Nic im nie ujmujemy, natomiast w pierwszej połowie zrobili dwie akcje, z czego jedną sami im podarowaliśmy. Przy wyrównującej bramce, chwilkę poklepali, poszła długa piłka na prawe skrzydło, potem penetrujące podanie i Szymon Gołębiewski strzelił swojego pierwszego gola tego popołudnia. To był pierwszy grzmot. Drugi – kontuzja Łukasza Kominiaka. Na razie nie wiemy, czy poważna, ale środkowy pomocnik KTS-u trzymał się za pachwinę. Zastąpił go Kacper Korona. Minęła chwila i zespół Błyskawicy już wyszedł na prowadzenie. Dwa podania do przodu, złe ustawienie naszej drużyny i Gołębiewski wyszedł sam na sam z Byszewskim. Były zawodnik PKS-u Radość poszedł w prawo i uderzył do pustaka. Na całe szczęście na przerwę schodziliśmy z remisem. Z błędu bramkarza rywali skorzystał Daniel Ciechański.

Potrzebowaliśmy impulsu. Znów mieliśmy sporo sytuacji, znów remisowaliśmy. Trenerzy sięgnęli na posiłki w postaci Kropiewnickiego. „Kropa” zmienił Mateusza Klaklę, Piotr Poteraj wrócił na swoją nominalną pozycję, prawą obronę, a na lewej wylądował ów zmiennik. I to dzięki Michałowi wróciliśmy na pole position. Brawurowo wszedł w pole karne, po czym został powalony przez obrońcę Błyskawicy. Sędzia wskazał na wapno, a rzut karny na bramkę pewnie zamienił Madej. Później było już tylko gorzej.

Naparzaliśmy przez dziesięć rund, aż w końcu przeciwnik najpierw wziął się w garść, potem walnął prawym prostym, a chwilę później lewym podbródkowym i leżeliśmy na deskach. W nieco ponad pięć minut z wyniku 3:2 przeszliśmy do 3:5. To nawet nie była seria błędów, ale cała saga. Nasza gra w obronie nigdy nie zapewniała zbyt dużego spokoju, ale dzisiaj pobiliśmy wszelkie rekordy. Błyskawica kapitalnie wyprowadzała kontry, wiedziała, gdzie i kiedy ugryźć. Na sam koniec padła bramka samobójcza, znów po świetnym zachowaniu Kropiewnickiego.

Wstyd, hańba, kompromitacja. Muszą paść takie słowa, pora kończyć z głaskaniem.

Najpierw celem było 26 zwycięstw, później przejście A-klasy bez porażki. Oba już wygasły, a mamy przecież dopiero czwartą kolejkę! 8 września do lidera tracimy aż pięć oczek. Margines błędu zaczyna przypominać cienki pasek. Szansa na rehabilitację już w tę środę. Wówczas w ramach V rundy warszawskiego Pucharu Polski zmierzymy się z Milanem Milanówek na Potockiej 1.

KTS Weszło – Błyskawica Warszawa 4:5 (2:2)

Michał Madej x2

Daniel Ciechański

Samobój

fot. Marcin Szymczyk / 400mm.pl; własne

Tabela

# Drużyna Bilans Bramki +/- Bramki Punkty
1 dark-logo Hutnik II Warszawa 11-0-1 42-11 31 33
2 dark-logo KTS Weszło Warszawa 10-1-2 69-15 54 31
3 dark-logo Sarmata Warszawa 9-2-1 32-15 17 29
4 dark-logo Huragan II Wołomin 8-0-4 35-21 14 24
5 dark-logo ŁKS Łochów 8-0-4 36-30 6 24
6 dark-logo Rozwój Warszawa 8-0-4 26-16 10 24
7 dark-logo Błyskawica Warszawa 7-1-4 34-29 5 22
8 dark-logo WKS Rząśnik 5-1-6 29-26 3 16
9 dark-logo SKP Korona Warszawa 4-1-7 30-31 -1 13
10 dark-logo GKS Dąbrówka 3-0-9 23-45 -22 9
11 dark-logo Wkra Pomiechówek 3-0-9 17-36 -19 9
12 dark-logo Grom II Warszawa 3-0-9 29-45 -16 9
13 dark-logo Rządza Załubice 3-0-9 10-41 -31 9
14 dark-logo Bednarska Warszawa 0-0-13 14-65 -51 0
player-left
player-right