player-left player-right
Xabiemu Alonso nie dało się odebrać piłki

Xabiemu Alonso nie dało się odebrać piłki

29 sierpnia 2019, 12:57

– Powinienem być mądrzejszy i iść tam, gdzie mnie chcieli. To jest bardzo ważne – iść tam, gdzie cię chcą, gdzie wiesz, że na ciebie będą stawiać. Przegapiłem moment młodzieżowca. Byłem na testach w Olimpii Grudziądz, mogłem zostać, zagrać trochę spotkań, ale coś mi tam nie pasowało.

Łukasz Kominiak na początku swojej kariery zapowiadał się naprawdę świetnie. W wieku 16 lat pojechał na obóz z seniorską drużyną Wisły Kraków prowadzonej wówczas przez Adama Nawałkę. Kilkanaście miesięcy później trafił na miesięczne testy do Liverpoolu oraz Newcastle. Dlaczego jego kariera potoczyła się w zupełnie inną stronę? Ile razy w meczu wykonał szarańczę Marka Motyki? Który zawodnik w Liverpoolu zrobił na nim największe wrażenie? Z Łukaszem porozmawiali na antenie Weszlo.fm Dominik Klekowski oraz Daniel Ciechański. 

Jaka była twoja reakcja po informacji, że zostałeś zaproszony na testy do Liverpoolu? 

Reakcja 18-letniego chłopaka, którego chce zobaczyć jeden z najlepszych klubów na świecie, może być tylko jedna. Szok i niedowierzanie. Za każdym razem. I do momentu, gdy mój trener w juniorach nie pokazał mi faksu, nie do końca w to wierzyłem. W tym okresie było dwóch innych chłopaków z Wisły zaproszonych do Anglii. Jeden z nich to Sebastian Leszczak – pojechał na próbę do West Hamu. Drugiego nie zdołam sobie przypomnieć, może też chodzi o Sebastiana tylko padł jakiś błąd w imieniu lub nazwisku. Zresztą nic dziwnego, on miał wówczas 15 lat a był lepszy od o wiele starszych kolegów. 

Na ile pojechałeś do Liverpoolu? 

Na miesiąc. 

Teraz dosyć niespotykane, zwykle jeździ się na tydzień. 

Dokładnie. Wiadomo, między polskimi a angielskimi testami jest taka różnica, że raz – inny budżet, a dwa – ludzie starają się stworzyć tam takie warunki, żebyś pokazał sto procent swoich umiejętności w jak najkrótszym czasie. Jeżeli znasz się na piłce, to po pierwszych pięciu-dziesięciu minutach będziesz wiedział, czy dana osoba kiedykolwiek trenowała, czy jest zawodnikiem samoukiem, czy naprawdę potrafi grać i czy daje radę pod względem mentalnym, motorycznym i taktycznym. Na początku trzeba było przywitać się z każdą osobą pracującą w Melwood. Jako pierwszego poznałem kierowcę, do tej pory mamy kontakt, wysyłamy sobie życzenia na większe święta. Spędziliśmy razem trochę czasu. Drugą osobą była pani recepcjonistka, a trzecią – Steven Gerrard. 

Zaprosił cię teraz na mecz? 

No tak, dlatego byłem. (śmiech)

Który z zawodników zrobił na tobie największe wrażenie, ale nie pod względem umiejętności piłkarskich, a charakteru? 

Nie ze wszystkimi miałem styczność. Ogólnie w Melwood jest schemat, który w Wiśle wprowadzał po raz pierwszy tak na poważnie Grzegorz Mielcarski. Zawodnicy z pierwszej drużyny mają przynajmniej raz w miesiącu przyjść na trening albo juniorów starszych, albo rezerw, żeby cały czas była rotacja i motywacja dla młodych. 

Na treningu byłem w takiej grupie: Xabi Alonso, Ryan Babel, Jamie Carragher, Fernando Torres oraz Jermaine Pennant. Ten ostatni największy wariat, zdecydowanie miał problem z głową i to dość mocny. Śmiałem się kiedyś z Carraghera, z jego toporności, ale jednak trzeba mieć charakter, żeby zakończyć karierę w reprezentacji, ponieważ nie chce się być w niej rezerwowym. Myślałem, że jest trochę inną osobą, a teraz postrzegam go bardzo pozytywnie. Jeśli chodzi o cechy stricte piłkarskie i takie robiące różnicę, wyróżniłbym Torresa i Alonso. Xabiemu nie dało się odebrać piłki. Nawet jak stał z trzema zawodnikami na metrze kwadratowym. Nie wiem dlaczego, ale wyglądało jak połączenie FIFY, fantasy i magii. A Fernando, znany z pięknych bramek, na treningu strzelał wszystkim: głową, czołem, czym się dało.  

Dlaczego tam ostatecznie nie zostałeś? 

Pytałem wszystkich młodych zawodników w Liverpoolu, jak to tam wygląda i czy oni zostają po tych testach. Znalazłem tylko jedną taką osobę. Cała reszta po dwóch-trzech tygodniach była odsyłana do siebie i dalej obserwowana. Zresztą, osoby pracujące w Liverpoolu pokazywały mi, na czym ten proces obserwacji polega. Otworzyli plik z Europą Wschodnią i widać było każdego skauta zajmującego się tym obszarem i wszystkie raporty. Każdy zawodnik był analizowany, raportowany i podsumowany. Sami reprezentacji swoich krajów. Kolumbijczyk, Francuz, dużo Hiszpanów, przez to, że trenerem Liverpoolu był Rafa Benitez. Kilku chłopaków zrobiła jakąś karierę, ostatnio nawet sprawdzałem. Nie w samej drużynie „The Reds”, ale w Championship, Ligue 1. Najsmutniejsza historia to ta Stevena Darby’ego, był kapitanem rezerw, potem zachorował na stwardnienie zanikowe boczne i Liverpool kilka miesięcy temu grał mecz charytatywny dla jego fundacji. 

Ja też wróciłem do siebie, do Wisły i… nie grałem. Zaczął się problem, na mojej pozycji występowała osoba, która, w moim mniemaniu, była dużo słabsza ode mnie. A ja, jako młodziak z przerostem ambicji, głośno tę całą sytuację komentowałem, co pewnie nie spodobało się decyzyjnym ludziom w Wiśle. 

Trafiłeś do Kmity Zabierzów, do trzeciej ligi, zagrałeś piętnaście meczów i poszedłeś do Sandecji Nowy Sącz. 

Akurat tak się złożyło, że włodarze Sandecji, z trenerem Wójtowiczem na czele, byli na moich dwóch spotkaniach i w obu strzeliłem gola. 

Dlaczego nie zagrałeś żadnego meczu w Nowym Sączu? 

Przychodziłem tam jako 18-latek, a Sandecja, jednocześnie będąc beniaminkiem, walczyła o awans do Ekstraklasy. Na mojej pozycji grał kapitan zespołu i jeden bardzo doświadczony zawodnik. Po okresie przygotowawczym, w którym szło mi dobrze, trener w rozmowie powiedział: „Wiesz co, nie mogę cię teraz wpuścić, bo to będzie nie fair w stosunku do dwójki podstawowych stoperów”. Trzecim rywalem był Damian Zbozień, wtedy wypożyczony z Legii. Miałem całkiem konkretnych przeciwników. 

Postanowiłeś wrócić do Kmity. 

Do Zabierzowa przyszedłem na wypożyczenie z Sandecji, żeby grać. Nie chciałem tracić kolejnej rundy na myślenie o tym, że może będę grał, a wiedziałem, że nie będę. W tym wieku najważniejsze jest regularne wychodzenie na boisko, a nie trenowanie, nieważne w jakim klubie, na jakim szczeblu. W pierwszym meczu, w 43. minucie nabawiłem się kontuzji kolana. I tamtą rundę też miałem straconą. 

Jaka to była kontuzja? 

Pęknięcie łąkotki dolnego rogu. Standardowa piłkarska. 

Cały czas byłeś w notesach klubów z wyższych lig, bo potem wylądowałeś w Kolejarzu Stróże. 

Zadzwonił do mnie trener Marek Motyka, zapytał, czy jestem zdrowy i czy nie pograłbym w pierwszej lidze. 

I pewnie czy nie chciałbyś zrobić słynnej szarańczy. 

Był taki mecz, w którym cztery razy z rzędu robiliśmy szarańczę. Czułem się jak po 45 minutach normalnej gry. 

Zagrałeś pięć meczów, złapałeś kontuzję i z zakulisowych informacji wynika, że Kolejarz nie zachował się zbyt dobrze w stosunku do ciebie. 

Kolejarz to ogólnie ciekawa drużyna. Infrastruktura i organizacja stała na poziomie okręgówki, A-klasy i nie wiem czy aż tak wysoko. Ten klub miał tylko zaplecze finansowe i dobrych piłkarzy, którzy awansowali z drugiej ligi i utrzymali się w pierwszej. Dopóki trener Motyka był w klubie, to stawiał na mnie i na drugiego Wiślaka – Kamila Rado. Zmienił się szkoleniowiec, przyszła nowa wizja. Ja też wtedy chciałem odejść z Kolejarza, wiedziałem, że nie będę grał. Tam nie było rezerw, więc znów pół roku w plecy. Włodarze pozwolili na wyjazd do Dolcana Ząbki, gdzie z kolei zerwałem więzadła. Nasze ustalenia z Kolejarzem dalej zostały, mieliśmy rozwiązać umowę, ale oni zapewniają ubezpieczenie na kolejny miesiąc. Nie wywiązali się z tego. Skoro oni nie potrafili zrobić tak prostej rzeczy, zdecydowałem, iż kontrakt dalej obowiązuje. Najpierw w PZPN-ie przekazałem sprawę do komisji do spraw orzekania o słuszności i ważności kontraktu. Jak już uznali umowę za ważną, złożyłem kolejny wniosek, ale nie potrafiłem wyegzekwować ani pensji, ani pieniędzy na leczenie. Wziąłem wszystkie papiery i udałem się do sądu cywilnego. Dopiero później mój kumpel Piotrek Kasprzyk wziął sprawy w swoje ręce i dostałem pieniądze, które mi się należały. 

Z jednej strony wszystko wygląda fajnie. Robisz to, co kochasz, wychodzisz na cztery godziny dziennie i masz spokój. Nie widzisz tego, że zabija cię ambicja. Poza tym nie możesz tego robić do końca życia. Niektórzy budzą się po trzydziestce bez kasy, po kontuzjach i bez perspektyw i to jest duży problem. Tamta kontuzja na testach w Dolcanie pozwoliła mi pójść na studia, skończyłem fizjoterapię, skończyłem licencjat. Nigdy nie doszedłem do nawet 80% poziomu i pewności siebie, jakie miałem przed kontuzjami. Na testach szybkościowych i wydolnościowych wszystko wychodziło świetnie, ale zmarnowałem masę czasu na użeranie się z prezesami i klubami, brak gry, kotłowanie z własną ambicją. Zresztą, sami widzicie. Miałem 16 lat, pojechałem na obóz z Wisłą, czyli może jestem niezłym zawodnikiem, skoro widzą u mnie potencjał. Potem Liverpool, Newcastle, więc zostałem zauważony za granicą. Następnie spadasz do trzeciej ligi, odbijasz się na chwilę, widzisz, jak jest w profesjonalnym, dorosłym futbolu, a to nie jest sielanka, trzeba rozpychać się szeroko łokciami. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Wpadasz do trzeciej ligi i już tylko podtrzymujesz trupa. Nie da się stamtąd wybić mając 27, 28 lat. Możesz to sobie powiedzieć, ale nadal będziesz chciał rywalizować. Kiedyś było fajnie, kiedyś było super i próbujesz do tego wrócić. Błędne koło i trzeba oddzielić kreską. Ja w piątej lidze tylko grałem mecze, a i tak wychodziłem z siebie, krzyczałem na kolegów, z którymi jestem związany od dzieciaka. Potrafiłem tracić nad sobą kontrolę. 

Kiedy przychodził moment zwątpienia? 

Za każdym razem. Przynajmniej raz w rundzie. Masz coś takiego, że nie wychodzi ci jeden mecz, potem drugi i przychodzi myśl: może jestem słabszy, może mój kolega jest ode mnie lepszy? Koncentrujesz się na innych rzeczach i już wtedy jesteś na straconej pozycji. 

Najpierw w Wiśle byłeś na obozie z Adamem Nawałką, później w Rakowie pracowałeś z Jerzym Brzęczkiem, aktualnym selekcjonerem. 

Ciężko porównać obu trenerów. Całkowicie inny styl bycia, charakter. Trener Nawałka jest perfekcjonistą. Wszystko poukładane od początku do końca. Dzień był zapełniony zajęciami. Każda analiza, podejście do każdego elementu było na takim samym poziomie. Ja lubię się zmęczyć, a trener Brzęczek wówczas w Rakowie miał luźne podejście. Treningi nie były ciężkie, ale bardzo piłkarskie. Bazował na tym, co przeżył grając w Izraelu czy Austrii. Ciężko ich porównać. 

Pod względem taktyki? 

Adam Nawałka przywiązywał większą wagę do szczegółów i to chyba tyle. 

W Legionovii zagrałeś całą rundę, kilkanaście meczów i nagle musiałeś odejść do Broni Radom. Jak wyglądała rozmowa z trenerem? Po prostu przyszedł i powiedział: „dziękuje, szukaj sobie klubu”?

Użył podobnych słów. Nie rozumiem tego, że trenerzy podejmują takie decyzje po okresach przygotowawczych. Ja nie lubię, wręcz nienawidzę, braku argumentów. Rozsadza mnie od środka, gdy nikt nie potrafi powiedzieć, jak naprawdę jest. Jeżeli to układ trenersko-sportowy czy cokolwiek innego – powiedz mi to, trudno. Wszędzie są układy, będą itd. Każdy będzie brał tych, którym ufa, których przetestował i to nie jest nic złego. Czasem nazwiesz taką sytuację układem, kolesiostwem. Ale powiedz to. Grałem całą rundę albo na środku obrony, albo na defensywnym pomocniku. I to była pewnego sensu odskocznia po tym marazmie. Zagrał jedną, drugą rundę w drugiej lidze i myślałem, że pójdę wyżej. Wtedy dostałem kolejną bombkę. Od tego strzału w Legionovii już wiedziałem, iż więcej takowych nie przeżyję. Zmieniałem kluby co pół roku i nie podchodziłem do tego tak w stu procentach profesjonalnie. Nie możesz podchodzić z zaangażowaniem do gry w trzeciej lidze w wieku 26 lat. 

W Świcie Nowy Dwór Mazowiecki trafiłeś do Marka Papszuna, który zrobił furorę w pierwszej lidze. Co powiesz o niedzielnych treningach o siódmej rano? 

Tutaj jest wiele podobieństw do trenera Nawałki, pomimo różnicy poziomów. Podejście było takie same. Widziałem wielki potencjał, trener Papszun marnował się na tak niskim szczeblu i wiedziałem, że będzie szedł wyżej. Zasługiwał na to podejściem, zaangażowaniem i jest po prostu inteligentnym facetem. Rozstaliśmy się w niezbyt przyjemnych warunkach, ale szanuję go. 

Jak wy odbieraliście te treningi o siódmej? Naszym zdaniem w trzeciej lidze wygląda to dość słabo. 

Oczywiście, że tak. Jeżeli ktoś chce pójść na imprezę, to pójdzie, nie wróci do domu spać tylko z melanżu bezpośrednio na trening. 

Próbowaliście rozmawiać z trenerem? 

Nie, nie przypominam sobie. Każdy pod nosem mówił, jak to jest źle, ale tam była grupa chłopaków z ambicjami, profesjonaliści i rada drużyny podchodziła do tego w ten sam sposób. 

Zgadasz się ze stwierdzeniem, że z trenerem Papszunem nie było dyskusji? 

A to też inna sprawa. (śmiech)

Jaką decyzję zmieniłbyś w swojej karierze? 

Zaraz po tym, jak wróciłem z Anglii, miałem ofertę z Arki Gdynia, od zaprzyjaźnionego dyrektora sportowego. Wychowałem się na wiślackim osiedlu i jako małolat, gdy usłyszałem „Arka”, to od razu tę opcję odrzuciłem. Teraz podjąłbym inną decyzję. Powinienem być mądrzejszy i iść tam, gdzie mnie chcieli. To jest bardzo ważne – iść tam, gdzie cię chcą, gdzie wiesz, że na ciebie będą stawiać. Przegapiłem moment młodzieżowca. Byłem na testach w Olimpii Grudziądz, mogłem zostać, zagrać trochę spotkań, ale coś mi tam nie pasowało. 

Jak oceniasz swoją dzisiejszą formę fizyczną i piłkarską w zestawieniu ze swoim maksymalnym potencjałem z przeszłości? 

Cały czas do siebie dochodzę. Po Kmicie przydarzyła mi się najgorsza kontuzja, czyli dyskopatia. Jak masz problemy z plecami, to uważasz na wszystko: jak chodzi, co podnosisz, jak się pochylasz. Wszystkie normalne zachowania, na które wcześniej nie zwracałeś uwagi. Gram na sześć procent maksymalnego potencjału. 

Naprawdę tak mało? 

No tak, bo w najlepszym momencie kariery grałem na dwanaście (śmiech). Nie no, żartuję. Bazowałem zawsze na swojej motoryce, na szybkości. Nigdy nie przekroczyłem sekundy w sprincie na pięć metrów. Najlepsze wyniki to były 0,83 czy 0,87. Nikt mi nie chce wierzyć, ale na szczęście mam wszystko zapisane na mailu. Teraz nie czuję się tak szybki, jak wcześniej i to mnie hamuje. Głowa pamięta sytuacje, w których było lepiej. 

Po kontuzji zaczynasz zupełnie inny trening. Pakujesz na siłowni po cztery godziny, wykonujesz tysiące takich samych powtórzeń. Każdy z nas jest inaczej zbudowany. Jedna osoba ma więcej włókien wolno-kurczliwych, druga szybko-kurczliwych. Kiedyś wrzucano wszystkich do jednego worka. Szybkościowców, wytrzymałościowców, szybkościowo-wytrzymałościowców i każdy tracił swoje największe atuty. 

***

Cała rozmowa do odsłuchu w tym miejscu: 

 

Tabela

# Drużyna Bilans Bramki +/- Bramki Punkty
1 dark-logo ŁKS Łochów 6-0-0 25-13 12 18
2 dark-logo Huragan II Wołomin 5-0-1 22-7 15 15
3 dark-logo Rozwój Warszawa 5-0-1 16-6 10 15
4 dark-logo Hutnik II Warszawa 4-0-0 19-2 17 12
5 dark-logo KTS Weszło Warszawa 3-1-2 26-11 15 10
6 dark-logo Błyskawica Warszawa 3-1-1 15-13 2 10
7 dark-logo GKS Dąbrówka 3-0-3 14-22 -8 9
8 dark-logo Sarmata Warszawa 2-2-1 11-5 6 8
9 dark-logo WKS Rząśnik 2-1-2 12-10 2 7
10 dark-logo SKP Korona Warszawa 2-1-3 15-16 -1 7
11 dark-logo Grom II Warszawa 1-0-5 12-27 -15 3
12 dark-logo Wkra Pomiechówek 0-0-6 6-18 -12 0
13 dark-logo Bednarska Warszawa 0-0-5 9-28 -19 0
14 dark-logo Rządza Załubice 0-0-6 2-26 -24 0
player-left
player-right