Powrót

Kosecki: Nie przyszedłem tutaj tylko pokopać w piłeczkę

Jego kariera ostatnio wyhamowała, ale teraz zrobi wszystko, żeby pomóc KTS-owi. Z Jakubem Koseckim porozmawialiśmy o planach na przyszłość, karierze eksperta i celach na nowy sezon.

7/17/2022

2 min czytania

Co poszło nie tak w Motorze Lublin? To kolejna twoja przygoda, która trwała bardzo krótko.  

Większość chłopaków miała kontrakt tylko do końca sezonu. W razie awansu lub rozegrania określonej liczby minut ten kontrakt automatycznie by się przedłużył. Ale jak wiadomo, nie awansowaliśmy do pierwszej ligi, więc zarząd klubu postanowił iść w innym kierunku. Z wielu zawodników zrezygnowano i mają tam inne plany na to, żeby wywalczyć w tym sezonie awans. Czy im się to uda, czy nie? Zobaczymy. Tych zmian jest troszkę za dużo. A wiadomo, że jak się tak ciągle coś zmienia, to ciężko jest to ułożyć. Ale zobaczymy jak to będzie

Z mojej strony dałem tyle, ile mogłem z siebie dać. Też jakąś wielką tajemnicą nie jest to, że ostatnie mecze grałem z naderwanym mięśniem dwugłowym. Mimo to, że byłem kontuzjowany, chciałem pomóc. Niestety się nie udało, skończyło się tak, jak się skończyło, więc trzeba było pomyśleć o czymś innym.

Z drugiej ligi przenosisz się do piątej. Dlaczego akurat KTS Weszło?

Nie ukrywam, że bardzo chciałem zostać w Warszawie. Dogadaliśmy się z Krzyśkiem Stanowskim na granie w KTS-ie i pójście też w tę stronę jako ekspert czy osoba związana właśnie ze światem futbolu od tej drugiej strony. Bardzo mi to pasowało, jest mi to na rękę i bardzo się z tego cieszę. Także myślę, że fajnie się wszystko ułożyło. Krzysiek przedstawił mi cały plan na drużynę, jakich zawodników chce ściągnąć. I ci zawodnicy rzeczywiście są teraz w klubie.  Jest tutaj jakość, są ambicje, żeby sezon po sezonie robić awanse i piąć się jak najwyżej. Także mi to odpowiada, bo mam 32 lata i wciąż swoje ambicje. Nie jest to tylko po to, żeby sobie potrenować i pograć na luzie, tylko ambitnie do tego wszyscy podchodzimy. Chcemy wnieść jakość, żeby ta drużyna szła do przodu z sezonu na sezon.

Do tego chce też iść w tę stronę ekspercką i współpracować z Krzyśkiem w Weszło czy Kanale Sportowym. Tak naprawdę skończyłem tak, jak chciałem skończyć. Po grze w piłkę chciałem mieć zajęcie i chciałem właśnie iść w tym kierunku. Musiałem się odnaleźć i bardzo się cieszę, że mi się udało.

Czyli nie trzeba cię było  długo namawiać?

Nie, nie. Tak naprawdę ta rozmowa przeszła bardzo szybko i łagodnie, w fajnej atmosferze. Można powiedzieć, że już po pierwszym spotkaniu się dogadaliśmy. Szedłem jeszcze na trening Motoru Lublin, bo miałem kontrakt podpisany do końca czerwca, ale już wcześniej wiedziałem, że będę w KTS-ie.

A miałeś oferty z innych klubów?

Powiem szczerze, że jak skończyłem przygodę z Motorem, to nie chciałem za bardzo rozmawiać na ten temat. Tak naprawdę spotkałem się przede wszystkim z Krzyśkiem i od razu wiedziałem, że chcę w to iść. Byłem już w kilku programach, teraz uczestniczę już w treningach z zespołem, więc od razu wiedziałem, co chcę robić i nie brałem pod uwagę innych kierunków. Mam w Warszawie swój dom, chciałem już tutaj zostać. Teraz muszę tylko ściągnąć rodzinę z Turcji, bo tam też mam dom, młody też chodzi tam do szkoły. Muszę teraz to wszystko ogarnąć, całą przeprowadzkę. Trochę roboty jest, ale już nad tym pracuję. Także podsumowując, nie zastanawiałem się nawet nad innymi opcjami.

Po tych kilku występach w programach nadal chcesz być ekspertem?

Tak, zdecydowanie. Będziemy działać, są już nawet jakieś pierwsze pomysły. Nie chciałbym też jakoś wychodzić przed szereg. Wiadomo, kto jest szefem i ja dostosuję się do wszystkiego. Ale jakieś plany już tam są, więc na pewno będziemy działać.

Zanim trafiłeś do KTS-u twój transfer musiał zostać potwierdzony przez akcjonariuszy. Jak ci się podoba taki model funkcjonowania klubu?

Wydaje mi się, że to jest fajna inicjatywa. Ludzie, którzy są zaangażowani w klub i swoje oszczędności, czy czas inwestują w klub, mają prawo do wyrażenia swojej opinii na temat zespołu. Teraz pozostaje jedynie, żebyśmy my, czyli ci zawodnicy, którzy zostali wybrani, nie zawiedli tych ludzi. Przyszliśmy do ambitnego projektu, a nie, żeby pokopać fajnie w piłeczkę. Plan jest rzeczywiście ambitny, długofalowy i wszyscy zdajemy sobie sprawę, gdzie trafiliśmy. Oczywiście, jest to bardzo niski poziom rozgrywkowy, ale rok po roku chcemy robić awanse. Chcemy się pokazywać, przyciągać większą publikę czy też sponsorów, żeby to wszystko się fajnie rozwijało.

A jak oceniasz warunki do grania i trenowania w KTS-ie?

Trenujemy na Hutniku i szczerze powiedziawszy, to są to warunki drugoligowe albo nawet pierwszoligowe. Są boiska ze sztuczną nawierzchnią, jest super główna płyta i wszystko jest pięknie przygotowane. Warunki są naprawdę fantastyczne. Jest na czym budować, bo to nie jest klub, gdzie panuje jakiś bałagan. Mamy wszystko, czego potrzebujemy.

Razem z tobą do klubu dołączył trener Piotr Kobierecki i trener bramkarzy Grzegorz Szamotulski. Obu zapewne znasz z czasów Legii. Cieszysz się na tę współpracę?

Trener Kobierecki to na pewno ambitny człowiek, który już nie raz to pokazał właśnie chociażby w Legii. Widać, że ma swój plan na zespół. Chce grać ofensywną piłkę. Chce, żebyśmy w miarę możliwości dominowali w tej lidze. Fajnie, że jest taki trener, bo na pewno mógł spokojnie znaleźć angaż na wyższym poziomie. Ale jego też przekonał projekt sportowy, ambicje klubu i te transfery, które przeprowadziliśmy. Dlatego zdecydował się podpisać kontrakt właśnie z KTS-em. To jest fajne, bo fajnie mieć trenera, który zna się na swojej robocie i który wie, czego oczekiwać od zawodników i samego siebie. Treningi wyglądają super. Grałem w kilku klubach w Polsce czy za granicą i mogę powiedzieć, że niczym się nie różnią. Na pewno ci młodzi zawodnicy sporo się nauczą, ale my, czyli ci starsi, też możemy dużo zyskać.

„Szamo” to wiadomo. Bardzo go lubię i szanuję. Zarówno jako człowieka, jak i trenera. Dlatego bardzo fajnie, bo jest sporo tych legijnych akcentów. Teraz tylko trzeba zrobić wszystko, aby spełnić oczekiwania.

Z twoich słów wynika, że nastawiasz się raczej na dłuży pobyt w KTS-ie. To oznacza, że nie zamierzasz już zmieniać klubu?

Chciałbym zakończyć karierę w Kosie Konstancin. Rozegrać ten jeden, ostatni sezon nawet w wieku 40 lat. Tak sobie zaplanowałem, ale nie wiadomo, jak to się skończy. Może być też tak, że skończę w KTS-ie. A chciałbym pograć na pewno przynajmniej do 37 roku życia. Na pewno nie chcę się już ruszać z Warszawy, więc chcę skończyć albo w KTS-ie, albo w Kosie.

Ostatnio było o tobie głośno za sprawą słów o Lechu Poznań, które wywołały sporą burzę w mediach społecznościowych. Spadło na ciebie sporo krytyki, ale czy dotknęło cię to jakoś?

Ludzie są tacy mądrzy tylko w internecie. Piszą komentarze, bo mają czas, żeby się zastanowić i są anonimowi. A i tak piszą tylko jakieś głupoty. Mnie to nigdy nie obchodziło. Robię swoje i wiem, jaką pracę mam wykonać. Zawsze jestem szczery i prawdziwy. Nie udaję kogoś, kim nie jestem. Nigdy nikt mnie nie zmienił. Odkąd zacząłem grać na poważnie w piłkę, ten hejt zawsze był i nic się nie zmieniło. Pozostałem szczery, czasami może powiem coś nie odpowiedniego, co sprawi, że spadnie na mnie jakiś hejt. Ale i tak jestem sobą i zawsze tak będzie. Nie będę się starał niczego udowodnić ludziom, których nie znam. Zdaję sobie sprawę, że niektóre moje wypowiedzi były nieodpowiednie i tez się do tego przyznawałem. Nie wstydzę się tego, że zrobiłem jakiś błąd. Każdy, kto mnie zna, wie, jaki jestem naprawdę i tyle.

W Motorze zdecydowałeś się na grę z dość nietypowym numerem. Jak to będzie wyglądało w KTS-ie?

Myślałem o jedynce, ale była już zajęta. A ja też nie jestem osobą, która wchodzi do szatni i stara się coś rozwalić. Dlatego dostosowałem się do tego, co jest. Numer 77 był wolny, więc wybrałem właśnie taki. Grałem z nim też w Turcji.


Podobne tematy

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.