Powrót

Różnica klas. KTS Weszło wygrywa z Wkrą Żuromin 10:0!

Podopieczni Piotra Kobiereckiego zdemolowali wczoraj kolejnego przeciwnika w tym sezonie

9/24/2022

2 min czytania

Różnica klas. KTS Weszło wygrywa z Wkrą Żuromin 10:0!

Wrześniowy piątek, godzina 20. Światło jupiterów pada prosto na boisko przy ulicy Marymonckiej 42. Na trybunach zgromadziła się masa kibiców. Wszyscy przyszli po to, aby obejrzeć prawdziwe show w wykonaniu piłkarzy KTS-u. No a jak powszechnie wiadomo, Weszlacy nie mają w zwyczaju zawodzić swoich fanów. Dzisiaj również -– delikatnie mówiąc – sprostali zadaniu. 

Każdy z miłośników naszego klubu opuszczał więc stadion z ogromnym bananem na twarzy. Jednak przed pierwszym gwizdkiem pojawił się też powód do delikatnego wzruszenia, albowiem wtedy Krzysztof Stanowski oficjalnie pożegnał dwóch oddanych piłkarzy Weszło – Grzegorza Zaleskiego i Dominika Byszewskiego. Pierwszy z nich nadal pozostaje klubie, pełniąc od czerwca funkcję dyrektora sportowego. Drugi natomiast żegna się z zespołem, aby spróbować sił w innym miejscu.

– To był dla mnie zaszczyt reprezentować barwy KTS-u. Razem z Grześkiem Zaleskim, trenerem Oskarem Śliwowskim i resztą zawodników, którzy grali tutaj przez ostatnie trzy lata, stworzyliśmy podwaliny pod ten klub. Wierzę, że jest on w dobrych rękach i będzie święcił dalsze sukcesy – powiedział w swoim przemówieniu Byszewski.

Zawodnicy Wkry Żuromin nie chcieli, aby to spotkanie okazało się dla nich jedynie wycieczką do Warszawy. Przynajmniej tak zapowiadał nam jeden z pracowników klubu. Niestety skończyło się zupełnie odwrotnie. Na domiar złego przyjezdni podczas tego wypadu dostali w łeb. I to tak mocno, że śmiało mogliby się zgłosić do najbliższego ubezpieczyciela po spore odszkodowanie.

Pierwszego guza nabił im Daniel Ciechański w 12. minucie spotkania. Niespełna dwie minuty później kolejny cios posłał Jakub Kosecki. Chwilę po upływie pierwszego kwadransa na tablicy wyników widniał już wynik 3:0. Wszystko za sprawą plasowanego uderzenia Gabora Grabowskiego spoza pola karnego w dolny róg bramki. Już wtedy goście wyglądali niczym Artur Szpilka po walce z Deontayem Wilderem.

Mimo to piłkarze KTS-u nie mieli litości i demolowali swoich przeciwników dalej. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem… 7:0. Aż trudno było uwierzyć, że to mecz KTS-u! W końcu Weszlacy w tym sezonie zazwyczaj zaczynają strzelać na potęgę dopiero w drugich połowach. A tu proszę, jakże pozytywna niespodzianka.

– Nie zwracamy do końca uwagi na to, czy strzelamy w pierwszej, czy w drugiej połowie. Drużyna jeszcze się ze sobą zgrywa. Może z tego wynikała ta mniejsza skuteczność w pierwszych połowach poprzednich meczów. Oby dzisiejsze spotkanie było prognostykiem na to, że będziemy radzić sobie w nich coraz lepiej – tłumaczył nam Maciej Machalski.

– Chcielibyśmy rozstrzygać następne mecze w pierwszej połowie, żeby mieć w spokojne głowy i cieszyć się grą. Przy niższym wyniku cały czas trzeba być skoncentrowanym, a jak już prowadzimy wyżej, możemy sobie pozwolić na większy luz. Ale i tak najważniejsze jest, aby zdobyć trzy punkty – stwierdził za to Gabor Grabowski.

A jak już przy Gaborze jesteśmy, to trzeba też wspomnieć, że jeszcze w pierwszej w połowie wpisał się na listę strzelców po raz drugi. Dzięki temu ten występ nabrał dla niego dodatkowego znaczenia. – Ten mecz był dla mnie trochę przełomowy. Udało mi się strzelić dwie bramki. Pierwsza z nich była naprawdę fajną. Jestem z siebie zadowolony. Bardzo dobrze mi się dzisiaj grało – opowiadał zawodnik.

Podobnej sztuki w pierwszych 45 minutach dokonał Daniel Ciechański, który wówczas także odnotował dwa trafienia. Po jednym golu dołożyli również Marcin Bochenek i Maciej Świdzikowski. Szczególne słowa uznania należą się drugiemu z wymienionych strzelców. Obrońca bowiem zachował się w tamtej sytuacji bramkowej niczym prawdziwy snajper – elegancko zgasił piłkę z powietrza w polu karnym, obrócił się nią i posłał do siatki. Aż Jakub Kosecki w ramach cieszynki postanowił wyczyścić „Świdzikowi” buty.

Kacper Kamiński natomiast zakończył pierwszą połowę równie szczęśliwy, co piłkarze z pola. Wszak mógł pochwalić się czystym kontem, aczkolwiek nie na długo. W trakcie przerwy odbył się konkurs, w którym wzięło udział siedmiu kibiców. Mieli oni pokonać pierwszego golkipera KTS-u z rzutu karnego. Do bramki trafiło aż czterech fanów. Jeden z nich miał zaledwie sześć lat! Szczęśliwcy zgarnęli obiecane nagrody, a Kamiński musiał jakoś przełknąć cztery wpuszczone gole. Być może to dlatego trener zmienił go w przerwie.

Żarty żartami, ale Piotr Kobierecki wykorzystał w drugiej połowie wszystkie zmiany. Szkoleniowiec chciał oszczędzić podstawowych zawodników przed wtorkowym meczem z Orłem Baniocha. Z tego powodu murawę w 55. minucie opuścił Daniel Ciechański, który nie byłby sobą, jeżeli nie pożegnałby się z publicznością trzecią bramką, co uczynił cztery minuty przed zejściem z murawy. Było to jego 18. trafienie w zaledwie siódmym spotkaniu… Prawdziwa bestia.

Ponadto na boisku godnie zastąpił go Bartosz Januszewski, który później strzelił dwa gole. „Barry” w ten sposób wykończył konającego już rywala. Mecz zakończył się wynikiem 10:0, ale w drugiej części meczu widoczne było to, że zawodnicy KTS-u nie chcieli dobijać przeciwników jeszcze bardziej.

Nie było w tym nic dziwnego. Piłkarze Wkry bowiem próbowali wczoraj coś zdziałać, ale przez większość starcia rzeczywiście wyglądali, jakby przyjechali do stolicy w ramach wspomnianej wycieczki, a nie rozegrać spotkanie o punkty. Oczywiście, wypada wspomnieć, że to właśnie oni oddali pierwszy celny strzał w tym meczu. Później nawet oddali groźny strzał w słupek. Niemniej często popełniali proste błędy, wywracali się o własne nogi i sami sobie tworzyli zagrożenie. Idealnym tego przykładem jest bramka KTS-u na 8:0, gdzie bramkarz ekipy z Żuromina postanowił zabawić się w Manuela Neuera. Ale takiego piątoligowego, bo podał piłkę wprost pod nogi „Ciechana”, a ten – jak już pisaliśmy – z zimną krwią wykończył akcję.

Jednak trener gości po meczu nie wylewał frustracji na swoich zawodników. – Przed sezonem nasz zespół opuściło dziewięciu piłkarzy podstawowego składu. Teraz gramy głównie młodzieżą. W naszym zespole jest kilku chłopaków z rocznika 2005 i 2006. Nie jestem na nich zły. Może i mogliśmy przegrać mniej, ale nie jesteśmy pierwszym i zapewne też nie ostatnim zespołem, który dostał od KTS-u dwucyfrówkę. W końcu to drużyna, która posiada ogromną jakość – mówił nam opiekun Wkry.

Jak się później dowiedzieliśmy, swoje zrobiła też presja. – Byliśmy dobrze przygotowani do tego meczu. W pewnym momencie jednak zadziałał stres. Potem już wszystko się posypało… – wyjaśniał nam jeden z zawodników wczorajszych rywali Weszlaków.

– Mimo wszystko cieszę się, że mogłem tu przyjechać. Dla młodego chłopaka to zawsze bardzo fajne doświadczenie grać przeciwko takim piłkarzom, jak na przykład Kuba Kosecki. Można powiedzieć, że na swój sposób było to moim marzeniem – dodał.

Skoro o marzeniach mowa, to na koniec warto wspomnieć, że piłkarze KTS-u po spotkaniu postanowili spełnić jeszcze kolejne z nich. Wręczyli jednemu z najwierniejszych fanów koszulkę. I to ze spersonalizowanym nadrukiem. 

– To dla mnie bardzo duże wyróżnienie. Fajnie ze strony chłopaków. Jestem z nimi od początku i będę do samego końca! Jeszcze dzisiaj zagrali tak dobrze… Nic, tylko czekać na kolejne mecze – mówił kibic po otrzymaniu prezentu.

KTS Weszło – Wkra Żuromin 10:0

Ciechański 13’, 31’ i 51’, Kosecki 14’, Grabowski 16’ i 41’, Bochenek 20’, Świdzikowski 44’, Januszewski 71’ i 84’ 

Skład KTS-u:

Kamiński – Bochenek, Świdzikowski, Boruń, Olszewski – Urbański, Machalski, Grabowski, Neuman, Kosecki – Ciechański

Na boisko weszli:

- Bella (w 45’ za Olszewskiego)

- Dziubek (w 45’ za Grabowskiego)

- Jakubczyk (w 45’ za Koseckiego)

- Marcinkowski (w 45’ za Kamińskiego)

- Świątek (w 45’ za Kamińskiego)

- Januszewski (w 55’ za Ciechańskiego)

- Rałowiec (w 60’ za Neumana)

Fot. Daniel Żórawski

KACPER ZIELIŃSKI

Sponsorem dnia meczowego była firma PM-Market - Pojemniki i kontenery metalowe.

Chcesz dodatkowo wesprzeć KTS Weszło? Możesz to zrobić tutaj.


Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.