Powrót
Nieudana rehabilitacja, przegrywamy drugi mecz z rzędu w lidze. Podsumowanie spotkania z CK KS Troszyn.
Niezwykle wyrównany i intensywny mecz rozegrany został w tę sobotę na stadionie przy ulicy Marymonckiej. Obie drużyny wyszły na murawę z jednym celem – zdobyciem trzech punktów. Nikt nie akceptował innego rezultatu i było to wyraźnie widać przez całe 90 minut.
9/29/2024
•
2 min czytania

Spotkanie zaczęło się bardzo szybko, bo już w 8 sekundzie Troszyn oddał pierwszy strzał. I to tempo było widoczne przez cały mecz. Strzał za strzałem, głowy wpychane tam, gdzie niejeden bałby się położyć nogę, faule, spalone, kartki i jeszcze więcej kartek. Do napiętego przebiegu meczu bez wątpienia przyczynił się też sędzia i mimo tego, że mecz był sędziowany na ogół dobrze, to niektóre decyzje były co najmniej kontrowersyjne, a skłonność sięgania do kiszeni po żółty kartonik sprawiła, że na boisku pojawiło się wiele niepotrzebnych emocji.
Pierwszą niebezpieczną sytuację dla KTS stworzył w 6 minucie Baidoo, który znalazł piłkę przy nodze w okolicach 18 metra, i zanim który którykolwiek z obrońców się zorientował, oddał celny strzał, który niestety bramkarz, z trudem, ale wyjął. Fenomenalną akcję w 14 minucie stworzyło trio Neuman, Luvale i Kalisz. Dwa podania całkowicie rozpracowały sekcję obronną rywali, pozwalając Kaliszowi wpakować piłkę do siatki, a ogromne szczęście, które wybuchło na trybunach przerwał sędzia liniowy, sygnalizując spalonego. W powtórkach widać jednak, że był to pierwszy, a zarazem największy błąd ekipy sędziowskiej w tym spotkaniu. w tej połowie padło jeszcze wiele strzałów jednak żaden nie zmienił wyniku. Ciekawe próby mieli Neuman i Kalinowski, jednak ich, strzały, do złudzenia do siebie podobne, poleciały daleko za bramkę. Ponoć kluczem do sukcesu jest powtarzalność, jednak takiej powtarzalności wszyscy wolelibyśmy unikać. W minucie 24 piłka wrzucona z rzutu wolnego poleciała w nasze pole karne, gdzie uderzył ją głową nasz były zawodnik, Igor Lewczuk. Piłka zatrzepotała w siatce, jednak podobnie jak nasi zawodnicy parę minut wcześniej, goście nie mieli wiele czasu do świętowania, bo szybko interweniował sędzia liniowy wskazując spalonego. Minuta 34 była tą, w której sędzia po raz pierwszy pokazał żółty kartonik. Zawodnik gości zaatakował nogi odwróconego do niego plecami Luvale, nie mając żadnej intencji w odebraniu piłki. Dla sędziego miarka się przebrała i jak pokazała przyszłość nie wahał się już więcej z pokazywaniem kartek. Chwilę potem wielką szansę miał nasz kapitan. Po dobrym podaniu od Neumana znalazł się sam po prawej stronie pola karnego gości i oddał strzał, który niestety minimalnie minął się z bramką. Sytuacja ta jest idealnym potwierdzeniem tego, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, bo obie stracone w drugiej połowie padły w niemal identyczny sposób. W minucie 38, napastnik z Troszyna położył się w naszym polu karnym, co nie spodobało się sędziemu. Wyciągnął on żółtą kartkę i gra toczyła się dalej. Chwilę potem podobny pomysł miał Luvale i on również skończył zapisany w notesie arbitra. Jednak bilans kartek był nierówny, dlatego, aby być sprawiedliwym sędzia zanotował sobie również nazwisko Pawłowskiego, po jego faulu na Lewczuku. Emocji w tej połowie były wręcz namacalne, krew pot i łzy, a przede wszystkim ogromne zaangażowanie obu drużyn.
Widząc brak bramek w pierwszych 45 minutach, nikt nie mógł się spodziewać, że już dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy, stracimy bramkę. Strzał z ostrego kąta z prawej strony pola karnego, oddany po akcji, która nie wyglądała jakby mogła spowodować tak wielkie szkody. Widać było złość i frustracje u naszych zawodników i poskutkowało to otrzymaniem kartki przez Kalinkowskiego, za wejście wślizgiem i mimo trafienia w piłkę, sędzia ze swojej perspektywy uznał to za przewinienie. I znowu dla wyrównania bilansu kartek, tym razem żółty kolor ukazał się przed oczami zawodnika gości i nie mowa tu o koszulce meczowej, któregoś z naszych graczy. W drugiej połowie szczególnie dobrze było widać to, że Mikołaj Neuman ma chrapkę na bramkę, najpierw oddał strzał niecelny, potem jego uderzenie wylądowało w rękawicach bramkarza, a w minucie 59 wywalczył on rzut rożny, po którym uderzył głową słabo odbitą przez goalkeepera piłkę i wywalczył dla KTS wyrównanie. W międzyczasie na boisku pojawił się Orlov i Urbański, dając odpocząć Olszewskiemu i Pawłowskiemu. Chwilę później na ławce rezerwowych usiedli również Kalisz i Luvale, ustępując Zwierzowi i Obiemu. Ale po kilkunastu minutach dobrej gry naszej drużyny, licznych ataków i dominacji w środku pola, marzenia o strzeleniu zwycięskiej bramki legły w gruzach, kiedy to w minucie 82 nasi zawodnicy mogli mieć deja vu, widząc napastnika gości oddającego strzał z ostrego kąta z prawej strony pola karnego. Bolesny był to cios dla bardzo licznie zgromadzonych na stadionie kibiców KTS.
Mecz zakończył się wynikiem 1 do 2, a ogromny niedosyt ze strony wszystkch kibiców i piłkarzy był wręcz namacalny. Nieuznany gol z pierwszej połowy, mnóstwo niewykorzystanych sytuacji i dwie akcje, w których nasi zawodnicy popełnili dokładnie te same błędy i które rozstrzygnęły to spotkanie. Jednak nie ma drużyn niepokonanych, a sezon jeszcze długi. Mimo frustracji, jako kibice musimy dalej wspierać naszą drużynę i dalej wierzyć w to, że awans jest możliwy.
Już w tę środę zmierzymy się w meczu z Markovią Marki o awans do ćwierćfinału Okręgowego Pucharu Polski. Bez wątpienia możemy liczyć na pełną determinację naszych zawodników i chęć odegrania się za tę bolesną porażkę.
Bartosz Niewiatowski
fot.: PIOTR KUCZA/400mm.pl