Powrót
Starcie dwóch biegunów. KTS Weszło gra z Wkrą Żuromin
Podopieczni Piotra Kobiereckiego zmierzą się jutro na własnym stadionie z przedostatnią ekipą Decathlon V ligi
9/22/2022
•
2 min czytania

Remigiusz Mróz w książce „Immunitet” uznał, że nieważne jest, jak coś wygląda, albowiem pozory są po to, żeby mylić. Przypadek naszego najbliższego przeciwnika wydaje się całkowicie naginać tę tezę. KTS zmierzy się bowiem z Wkrą Żuromin, która zajmuje obecnie przedostatnie miejsce w ligowej tabeli. Do tego w minionej kolejce przegrała u siebie z Makowianką Maków Mazowiecki, a w tym sezonie zdołała zwyciężyć zaledwie raz. Ktoś mógłby więc stwierdzić, że to może tylko chwilowa niedyspozycja. No ale nic z tych rzeczy.
Choć Wkra Żuromin w zeszłym sezonie czwartej ligi zajęła 12. lokatę, to zespół mocno się osłabił. – Spadliśmy przez reorganizację rozgrywek, więc latem opuściło nas wielu piłkarzy. Odszedł kapitan zespołu oraz brazylijski napastnik – Luis Felipe da Silva, który w zeszłym sezonie strzelił 24 gole. Nie znaleźliśmy zawodników, którzy prezentowaliby podobny poziom do nich. Niby mamy w składzie kilku młodych graczy, ale oni dopiero się ogrywają. Zespół stracił sporo na jakości – wyjaśnia nam Paweł Łysakowski, jeden z pracowników klubu.
Ale Wkra miała też swoje lata świetności. W rozgrywkach 1996/1997 zdobyła okręgowy Puchar Polski regionu ciechanowskiego, co premiowało ją do gry w pierwszej rundzie ogólnopolskiej fazy turnieju. Mało tego, w tym samym sezonie wywalczyła awans do trzeciej ligi! – Pamiętam te czasy, choć wtedy byłem tylko dzieckiem. Wówczas trzecia liga była trzecim szczeblem rozgrywkowym w Polsce, więc poziom tamtych zespołów był bardzo wysoki. Graliśmy m.in. z Jagiellonią Białystok, Wigrami Suwałki i rezerwami Legii. Na koniec sezonu zajęliśmy nawet 13. miejsce, które wstępnie zapewniało utrzymanie. Ale wtedy też dopadła nas reforma rozgrywek… – wspomina pracownik Wkry.
– Później graliśmy już co najwyżej w czwartej lidze. Przez ostatnie sezony nawet regularnie. Aż, w końcu, tak jak już wspomniałem, znowu spadliśmy – dodał.
Niestety dla kibiców Wkry, przyszłość drużyny – podobnie jak teraźniejszość – nie jawi się w jasnych kolorach. Przynajmniej to można wywnioskować z wypowiedzi naszego rozmówcy. – Według mnie drużyny z małych miejscowości będą powoli gasnąć. Starsi zawodnicy również coraz radziej decydują się na grę, a nie jest łatwo budować zespół na młodzieży, bo większość chłopaków po ukończeniu liceum od razu wyjeżdża na studia. To zrozumiałe, taka jest kolej rzeczy. Dlatego gdy pomyśli się o dalszej przyszłości klubu, trudno pozostać optymistą.
Pomimo tych wszystkich niedogodności, Wkra postara się powalczyć w starciu z KTS-em o dobry wynik, gdyż w zespole tli się pewna iskra nadziei. – Wiadomo, obawiamy się o nasze szanse, bo KTS to rywal z górnej półki. Jesteśmy przez wszystkich skazywani na pożarcie. Z drugiej strony jednak dla zawodników to zawsze dodatkowa motywacja. Będą chcieli wypaść jak najlepiej w tym meczu. Wszystko jest możliwe, przecież piłka nożna nie takie rzeczy widziała! – stwierdził Łysakowski.
Czy rzeczywiście ekipę z Żuromina stać na przeciwstawienie się KTS-owi? Trudno w to uwierzyć. W końcu nasi piłkarze są napakowani jak kabanosy po ostatnim zwycięstwie 9:0 nad Żbikiem Nasielsk. Jednak definitywną odpowiedź na to pytanie uzyskamy dopiero jutro. Spotkanie odbędzie przy Marymonckiej 42, a gwizdek rozpoczynający starcie usłyszymy o 20.
Fot. Jakub Grabowski
KACPER ZIELIŃSKI
Chcesz dodatkowo wesprzeć KTS Weszło? Możesz to zrobić tutaj.